Trzynaście
Trzy-na-ście
Zrozumiałabym mojego dzisiejszego pecha lub szczęście gdyby dzisiaj był piątek trzynastego. Ale nie jest. Zdań nie zaczynamy od "Ale", no ale ja zaczęłam i co teraz? Zrzucę to na karb zmęczenia, bo już grubo po północy... technicznie lekko deszczowa majowa sobota.
Nie mogąc spać po dzisiejszym dniu uznałam, że trzynaście to dość niezwykła liczba, szczególnie, że w zależności od kontekstu jest to mało lub dużo, a w niektórych przypadkach dużo za dużo... W wartości materialnej to niewiele, dzisiaj 13 złotych nie starczyłoby mi na pistacjowe McFlurry , które nawet bez dodatkowego sosu kosztuje 14 złotych... wiem, bo kupiłam je w drodze do domu i nie jest to żadna reklama... Próbowałam sobie osłodzić porażkę mojego trzynastego kochanka. Tak napisałam to: KOCHANKA! Oczywiście nie miałam ich wszystkich jednocześnie tylko po kolei i w pewnej dziwacznej, jak dzisiaj to widzę, kolejności i konstelacji...
Nie zamierzam opisywać po kolei wad i zalet moich partnerów seksualnych lub prawie partnerów seksualnych (nie z mojej winy), ale jaki to byłby ciekawy przegląd męskiej części, jakże zastanawiającej mniej czasem społeczności...
Otóż dzisiaj, dzisiaj stwierdziłam, że już mam dość i zostanę lesbijką, bo albo ja mam takiego pecha albo wszechświat uwziął się na mnie, albo ja sama się uwzięłam, bo jeśli wierzyć w te rzeczy, jako nienarodzona jeszcze duszyczka płynąć oceanem energii zawarłam pakt ze stwórcą, że nie doznam pełni radości od co najmniej trzynastu Panów...
Oczywiście zdaję sobie sprawę, że po tym ludzkim padole poruszają się czasem i młodsze ode mnie osobniki płci żeńskiej z większą liczbą "body count" niż trzynaście i mają wciąż nadzieję, że ten jedyny, anormalnie normalny facet się pojawi na horyzoncie, by zakończyć ich cierpienie tfu liczenie...
Możliwe, że niektóre osoby już przestały liczyć, ale ja liczyłam, bo jestem księgową tfu fanką numerologii tfu astrologii tfu wszystkiego co magiczne o zgrozo wiedźmowate też!
Co zrobił Pan trzynasty, że zajadałam McFlurry pistacjowe wieczorową porą? Otóż Pan nr 13 stwierdził, że to z nim jest problem, a nie ze mną i definitywnie nie może się ze mną już spotykać, bo wie, że nie nadaje się na mojego przyszłego partnera życiowego... Tzn. nie powiedział mi tego tak od razu ani w ogóle mi tego nie powiedział tylko napisał, w dniu gdy miałam do niego przyjechać na boski weekend pełen wszystkiego tego co on chciałby robić i na co ja godziłam się chętnie i namiętnie...
A ja postrzelona oczywiście pojechałam do niego wieczorkiem, wylaszczona i wkurwiona, stanęłam przed drzwiami i pocałowałam klamkę, bo chciałam, by mi wyjawił prawdę między oczy albo chociaż dał się spoliczkować za zwodzenie mnie przez prawie cztery miesiące i niejasne zerwanie znajomości poprzez napisanie mi wiadomości... W szczególności, że dwa dni wcześniej godziłam się chętnie i namiętnie na to na co oboje mieliśmy ochotę i rozmyślał na głos o naszej przyszłości... i ja kurde się domyślam, że on się tej własnej wizji po prostu wystraszył, może stwierdził, że on już wszystko o mnie wie i wie co ja chcę i jak ja postąpię oraz co dla mnie najlepsze będzie, więc z troski by mnie nie oszukiwać, odciął mnie od przyjemnych uniesień w postaci spotkań z jego osobą! Może nawet stwierdził, że najlepszym rozwiązaniem dla mnie jest przepłakanie połowy dnia i zjedzenie McFlurry Pistacjowego, które jako, że z orzechami paradoksalnie może się okazać w ch*j zdrowe...
Taki dobry człowiek z tej trzynastki, doprawdy, wspaniały!
Komentarze
Prześlij komentarz